Ułatwienia dostępu

  • Z Twoim 1,5% dodamy Życia naszym dniom!
  • Twój 1,5% podatku może sprawić, że ktoś na nowo uwierzy w siebie i zacznie spełniać swoje marzenia
  • Wystarczy, że w swoim rozliczeniu wpiszesz nasz KRS 0000903011
  • Kliknij, aby rozliczyć z nami PIT!
Powrót

Nie wiem

Na klatce schodowej ktoś zostawił stare krzesło. Jedna noga krótsza, siedzisko przetarte, drewno już nie pamiętało połysku. Stało tak dwa dni. Trzeciego zniknęło. Pomyślałam – ktoś w końcu zrobił porządek. I dopiero później przyszło mi do głowy, że może ktoś je zabrał do domu. Postawił przy stole. Może podparł książką tę krótszą nogę. Może to krzesło jeszcze komuś posłużyło.

Albo nie.
Nie wiem.
I chyba o to chodzi.

Złapałam się kiedyś na tym, jak szybko nazywam rzeczy. Dobre. Złe. Strata. Ulga. Koniec. Początek. Jakbym była urzędniczką od stemplowania rzeczywistości. Jakby każda sytuacja musiała dostać etykietę od razu, zanim jeszcze zdąży się wydarzyć do końca.

Zostawiłam kiedyś niedopitą kawę na stole. Nic wielkiego. Wyszłam tylko na chwilę. Wracam – zimna. I pierwsza myśl, taka automatyczna: szkoda. Druga: no trudno. Trzeciej już nie było, bo dzień ruszył dalej.  Ale czasem mam wrażenie, że całe życie tak wygląda. Jak ta kawa. Zostawiona na moment, który okazuje się czymś więcej niż momentem.

Coś się nie wydarza.
Ktoś nie oddzwania.
Plan się rozjeżdża o kilka godzin, kilka dni, kilka lat.
Jedna rozmowa, która nie poszła tak, jak miała. Jedna decyzja, której nie cofnęłam.

I nagle wszystko się przesunęło o kilka centymetrów w bok.  Niby nic. A jednak już nie pasowało. Miałam w głowie tylko jedno zdanie – „no pięknie, spieprzyłaś”. Kropka. Wyrok. Zamknięte. I przez chwilę naprawdę wierzyłam, że to już jest cała prawda o tej sytuacji.
My od razu wiemy. Że źle. Skąd? I nawet nie zauważam, że to „źle” jest tylko pierwszym zdaniem historii, nie jej zakończeniem. Tylko że ja bardzo lubię zakończenia. Lubię wiedzieć, na czym stoję. Lubię mieć rację. Nawet jeśli ta racja mnie uwiera.

A życie ma dziwny zwyczaj nie kończyć się tam, gdzie ja stawiam kropkę. To, co wtedy wyglądało jak błąd, po czasie zaczęło się rozplątywać w coś, czego wcześniej nie widziałam. Nowi ludzie. Inne decyzje. Spokój, który przyszedł później i którego wcześniej bym nawet nie umiała rozpoznać. Nie dlatego, że „wszystko dzieje się po coś”. Tego zdania nie lubię. Za bardzo pachnie pocieszeniem na siłę. Bardziej dlatego, że ja widzę tylko kawałek. Jedną scenę. Jedno ujęcie. A próbuję ocenić cały film.

Jest we mnie coś, co chce natychmiast wiedzieć. Nazwać. Ustawić w szufladzie. Bo jeśli wiem, czy coś jest dobre albo złe, to mam wrażenie, że mam nad tym kontrolę. A prawda jest taka, że nie mam. I może właśnie dlatego tak mnie ciągnie do tych etykiet.
Czasem coś tracę i od razu robi się cicho. Za cicho. Jak po wyłączeniu prądu. I pierwsza myśl – no to koniec, gorzej być nie może. A potem okazuje się, że w tej ciszy słychać rzeczy, których wcześniej nie było słychać w ogóle. Albo coś przychodzi. Nie w zastępstwie. Nie „zamiast”. Tylko obok. Inne. Nieplanowane. I nagle ta strata przestaje być taka jednoznaczna.

Kiedyś usłyszałam chińską historię o starym człowieku, który na wszystko odpowiadał: „Czy to dobrze? Czy to źle? Kto to wie?”
Koń uciekł – kto to wie.
Koń wrócił – kto to wie.
Syn złamał nogę – kto to wie.
Syn nie poszedł na wojnę – kto to wie.

Bo jak to „kto to wie”? Przecież coś jest oczywiste. Przecież widać. Tylko że widać – teraz. A „teraz” to bardzo mały fragment.

Może największym złudzeniem jest to, że my naprawdę wiemy, co jest dla nas dobre. Może po prostu zgadujemy. Na podstawie strachu, przyzwyczajenia, tego, co wypada. Może za szybko wydajemy wyroki. I potem sami w nie wierzymy.

To krzesło z klatki schodowej wraca do mnie co jakiś czas. W tej jednej myśli – że coś może wyglądać jak śmieć, a dla kogoś być jeszcze początkiem.  Albo odwrotnie. I że ja naprawdę nie mam pełnego obrazu. Nigdy nie miałam.

Może więc nie chodzi o to, żeby przestać czuć. Albo przestać reagować. Tylko żeby zostawić sobie kawałek miejsca na „nie wiem”. Nie jako słabość. Jako przestrzeń.

Bo jeśli naprawdę nie wiem, czy to, co się dzieje, jest dobre czy złe… to może nie wszystko musi być od razu rozstrzygnięte?

A jeśli nie musi –
to co by się zmieniło, gdybym choć raz nie postawiła tej kropki?

Czy to dobrze? Czy to źle? Kto to wie?

Czas na Życie

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.

Share