Wyczytałam kiedyś, że porządki wokół nas mają wpływ na porządek w nas. Ale co to tak naprawdę znaczy? Postanowiłam się temu lepiej przyjrzeć. Chciałam bardziej skupić się na spontanicznym uporządkowaniu rzeczy, którymi się otaczam i sprawdzeniu jak to wpływa na chaos w głowie.
Trzeba Wam wiedzieć, że jestem przeciwieństwem pedantki. Podziwiam ludzi, którzy wszędzie mają idealny ład i nie pójdą spać, gdy w zlewie leży choćby jedna brudna łyżeczka. Ja tak nie mam. Myślę nawet, że obsesja sprzątania jest swego rodzaju natręctwem i nie koniecznie jest receptą na poukładane życie.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam filmik z Marie Kondo – japońską specjalistką od sprzątania, która stworzyła z tego przyziemnego zajęcia swego rodzaju kult, pomyślałam, że to głupie i wyłączyłam.
Na szczęście nauczyłam się odsiewać z różnych programów i książek (zwłaszcza tych amerykańskich), koszmarki pod publiczkę. Pozwoliło mi to obejrzeć jakiś inny jej filmik i wyciągnąć z tego coś dla siebie.
Wybrałam kilka rzeczy:
1. Traktuj swoje mieszkanie jak ważne miejsce, w którym powinnaś czuć się dobrze i bezpiecznie. Zacznij od docenienia tego miejsca i chęci zadbania o nie.
2. W trakcie sprzątania np. szafy, wyłóż wszystko w jedno miejsce, to pozwoli Ci zobaczyć ile tego wszystkiego masz. Czasami można przeżyć szok, że tak dużo.
3. Biorąc każdą rzecz, zastanów się jakie uczucie w Tobie wywołuje. Zostaw tylko te, które dobrze wpływają na Twoje samopoczucie.
Nie chcę jednak pisać dokładnej instrukcji sprzątania, bo to kompletnie nie moja rola. Te punkty wymieniłam, aby powiązać sprzątanie z tym co miałam w głowie, co mogę z tego sprzątania przenieść do mojego życia.
Skupiając się tylko na tych 3 powyższych punktach, oto co mi się pojawiło:
1. Czy doceniam zupełnie oczywiste rzeczy, które pozwalają mi bezpiecznie i w miarę wygodnie żyć? Kiedy ostatnio ucieszyłam się, że mogę wziąć gorący prysznic? Że jak jestem głodna, to w lodówce coś pewnie się znajdzie? Że zimą grzeją kaloryfery lub piec i jeszcze mam miękki kocyk? Że światło mogę mieć w środku nocy jak dotknę przełącznika? Czy to nie są powody do prawdziwej wdzięczności?
2. Co tak naprawdę potrzebuję z materialnych rzeczy? Co jest ważne? Czy 10 par podobnych spodni sprawia, że czuję się szczęśliwa? Czy będę wartościowa tylko w dużym mieszkaniu ubrana według najnowszych trendów? Czy moją wartość określa bardziej to co mam, czy to kim jestem? Czy nie chcę mieć w życiu zbyt dużo, a niedostatecznie cieszę się tym co mam?
3. Jak rozstawać się z rzeczami, miejscami, ludźmi i relacjami, zajęciami, które mi nie służą? Czy tkwię w tym, bo szkoda mi przekreślić zainwestowanych pieniędzy, czasu, zaangażowania? Czy nie umiem odpuścić pewnych niesłużących mi sytuacji, bo ogólnie są uznawane za słuszne? Może to być nieźle płatna praca, która nas zjada, związek, który dawno się wypalił, zobowiązania wobec rodziny lub znajomych, które stanowią ciągły stres, itd.
Jak ze wszystkim – żeby się przekonać jak to działa, warto samemu to wypróbować. Najlepiej z pozytywnym nastawianiem, ciekawością i przede wszystkim świadomie!
Może weźmiecie z tego coś dla siebie? A skutek uboczny w postaci czystego otoczenia będzie niewątpliwie dodatkową nagrodą
.

Pozdrawiam cieplutko

Dorota Wachowicz
Ponad 20 lat HR w Corpo, Coach, Mediator.
Kocha ludzi z ich wszystkimi zaletami i wadami.