Mamy nowy rok i pełno nowych postanowień. Mamy też wkrótce walentynki, a ponoć 13 lutego jest dniem miłości do siebie
.
.Postanowiłam zatem zaproponować Wam postanowine noworoczne, które kieruje się miłością do siebie: Trochę sobie odpuszczę. Mam też wrażenie, że poluzowanie nieco wewnętrznej presji, jest jedną z najważniejszych rzeczy jakie możemy sobie dać w dzisiejszych czasach. Im więcej słucham i obserwuję ludzi wokół, tym bardziej zauważam niesłychane spięcie i presję jaką sobie narzucamy i to najczęściej zupełnie niepotrzebnie.
A jak sobie trochę odpuścić? Już piszę, jak ja to sobie wyobrażam:
1. Zrozum, że rzeczywistość ma w nosie to czy się z nią zgadzasz, czy nie. Jeśli np. uważasz, że nie powinno być tak zimno jak jest, to nie wpłynie nawet minimalnie na temperaturę. Jeśli nie aprobujesz ogromnej polaryzacji w społeczeństwie, to Twoja frustracja tą sytuacją nie zmniejszy nic w tym temacie. Jeśli oburza Cię pijaństwo i brak odpowiedzialności ludzi nadużywających alkoholu, oni mają to gdzieś. Nie chodzi mi o to, by nic nie robić i nie reagować na konkretne sytuacje. Ogromnie ważne jest aby odpowiednio reagować , pomagać potrzebującym, chronić zagrożonych, rozmawiać i przedstawiać jasno swoje racje. Ja mam na myśli to co podkreśliłam, czyli nie stresuj się tym co jest, bo to i tak będzie. Tę energię wykorzystaj do konkretnych działań, a wtedy poczujesz jak dużo możesz zdziałać.
2. Zastanów się spokojnie, co jest Ci faktycznie potrzebne do życia, do szczęścia, do poczucia spełnienia i na tym się skup. Tak wiele robimy tylko dlatego, że ktoś wywiera na nas presję, że chcemy zaimponować, że należy odnosić sukces za sukcesem, żeby mieć wciąż więcej, żeby okazać się lepszym od innych. Ale czy to wszystko jest Ci naprawdę niezbędne? Może tak. Ale czy np. udowodnienie każdemu rozmówcy, że wiesz lepiej, oczarowanie wszystkich wokół, zazdrość tych co nie dali rady aż tak dobrze jak Ty, też jest Ci niezbędne? A jeśli nie, to po co Ci to? Zaszalej i spróbuj coś przemilczeć, gdzieś nie pojechać, przytaknąć komuś.
3. Przestań się tak biczować. Nie krytykuj siebie tak bardzo. Nie analizuj 15 razy sytuacji, w której ktoś spojrzał na Ciebie z pogardą. Po co sobie to robisz? Bo i cóż z tego, że spojrzał? I że z pogardą? No niech mu będzie.
4. Pośmiej się z siebie i innych. Czy wszystko trzeba brać tak na serio? Ile razy palniesz coś głupiego, najsłabiej coś zrobisz, pośmiej się z siebie. Z czasem pójdzie Ci lepiej. Jak zechcesz. A jak nie, to nie. I to też dobrze.
5. Pozwól sobie na odpoczynek. Taki na maksa. Delektuj się nim. Zawsze po dużym wysiłku, potrzebna jest przerwa. I to nie jest lenistwo. To jest odpowiedzialne zarządzanie własną energią i efektywnością.
6. Ciesz się drobnymi chwilami. Pierwszy łyk porannej kawy, promienie słońca na twarzy, szczeniak bawiący się na śniegu. Patrz, wąchaj, czuj, smakuj. Zatrzymuj się chwilami, by poczuć i doświadczyć.
I wiecie co mi przyszło teraz do głowy? Że te wszystkie powyższe punkty robią nam trochę wolnego miejsca w sercu i umyśle. I może dlatego nazywamy to też „luzem”.
Także wyluzujmy trochę Kochani!
Pozdrawiam cieplutko

