Zastanawialiście się kiedyś jak bardzo schematycznie myślimy? Nawet mentalność innych kultur potrafi nas zszokować. Przyjmujemy za oczywiste, że nasz sposób widzenia świata jest tym prawidłowym, że umiemy odróżnić co jest dobre a co złe, że wyobrażamy sobie co czuje i myśli inny człowiek. Dajemy sobie prawo decydować, kto ma prawo być smutnym a kto nie powinien. I tak ze wszystkim.
Te uproszczenia i zaszufladkowanie ma nam pomóc interpretować otaczającą nas rzeczywistość i spotykające nas sytuacje. Zawierzamy temu tak bardzo, że coś co wymyka się z przyjętych schematów wytrąca nas z równowagi.
A przecież odkrywanie rzeczy, które nie pasują do naszych schematów myślowych, może być niezwykle fascynujące i rozwijające.
Ostatnio przeczytałam wspaniałą książkę Jakuba Małeckiego „Święto ognia”, w której zachwycił mnie i totalnie wzruszył sposób widzenia świata przez dziewczynę z porażniem mózgowym. Jakbym odkryła inny świat. Chciałabym czasami tak patrzeć na proste, małe rzeczy, które dla mnie bywają niezauważalne, a dla niej są fascynujące. I dlaczego ja w pierwszym odruchu myślę, że taka osoba pewnie jest nieszczęśliwa? I że życie osoby, która większość czasu spędza w domu, jest mało interesujące?
I zaczęłam się zastanawiać jak często się mylę przyjmując ograniczające schematy. Przecież nie wiem co dręczy człowieka, który właśnie awanturuje się w sklepie. I nie mam prawa oceniać. Oczywiście mam pełne prawo czuć się niekomfortowo będąc w pobliżu. Mam nawet prawo zwrócić uwagę, ale i tak nie będę wiedziała kim jest ten człowiek. Więc dlaczego w głowie mam już etykietkę „Cham”? A jak widzę uśmiechniętą, piękną dziewczynę, która zamieszcza swoje zdjęcia na Instagramie, skąd mam wiedzieć czy jest szczęśliwa? A przecież tak zakładam.
Pamiętam, że jako 10-letnia dziewczynka nie umiałam płakać na pogrzebie dziadka. A bardzo go kochałam. Wstydziłam się strasznie, że nie płaczę i nawet jakaś daleka ciotka spytała mnie dlaczego nie płaczę i powiedziała mi, że to nieładnie. A ile razy zdarzyło Wam się w dzieciństwie przeżywać coś bardzo i usłyszeć, że przecież to głupstwo i żeby już nie ryczeć? Czyli nawet dajemy sobie prawo do decydowania kiedy należy płakać, a kiedy to nie przysługuje?
Pamiętam, że jako 10-letnia dziewczynka nie umiałam płakać na pogrzebie dziadka. A bardzo go kochałam. Wstydziłam się strasznie, że nie płaczę i nawet jakaś daleka ciotka spytała mnie dlaczego nie płaczę i powiedziała mi, że to nieładnie. A ile razy zdarzyło Wam się w dzieciństwie przeżywać coś bardzo i usłyszeć, że przecież to głupstwo i żeby już nie ryczeć? Czyli nawet dajemy sobie prawo do decydowania kiedy należy płakać, a kiedy to nie przysługuje?
I jak o tym myślę, to czuję więcej pokory i świadomości, że tak naprawdę nic nie wiem. A to z kolei tworzy we mnie przestrzeń i chęć poznawania. Ale nie wzorców i schematów, a pojedynczych i wyjątkowych ludzi, sytuacji, emocji, reakcji. I dzięki temu, mam w sobie więcej otwartości i ciekawości. I właśnie pokory.
I dzisiaj życzę Wam ciągłej otwartości i ciekawości.
Pozdrawiam cieplutko

