Ułatwienia dostępu

  • Z Twoim 1,5% dodamy Życia naszym dniom!
  • Twój 1,5% podatku może sprawić, że ktoś na nowo uwierzy w siebie i zacznie spełniać swoje marzenia
  • Wystarczy, że w swoim rozliczeniu wpiszesz nasz KRS 0000903011
  • Kliknij, aby rozliczyć z nami PIT!
Powrót

Czy „więcej” naprawdę daje więcej?

Zobaczyłam ostatnio w sklepie kobietę, która stała przy półce z herbatą. Długo. Przekładała pudełka z jednej ręki do drugiej, jakby każde z nich coś obiecywało. W końcu wzięła trzy różne. Może na zapas. Może na wszelki wypadek. Może dlatego, że żadna nie była wystarczająca.

I wtedy przypomniało mi się zdanie Seneki. Że biedny nie jest ten, kto ma mało, tylko ten, kto pragnie więcej.

Brzmi jak coś, co można sobie powiesić nad biurkiem i kiwać głową. Tylko, że to zdanie, nie jest grzeczne. Ono wchodzi pod skórę.
Bo ja też mam swoje półki.
Nie z herbatą. Z decyzjami. Z rzeczami, które „jeszcze mogłyby być lepsze”. Z ludźmi, którzy „mogliby bardziej”. Z życiem, które „mogłoby inaczej”. I niby wiem, że mam dużo. Czasem aż za dużo. A jednak gdzieś pod spodem jest ten cichy niedosyt. Który nie krzyczy. Raczej sączy się powoli. Jak kropla.
Bo zaczyna się niewinnie. Od porównań. Ktoś gdzieś pojechał. Ktoś coś osiągnął. Ktoś wygląda. Ktoś ma. I nagle moje „wystarczająco” robi się jakieś mniejsze. Jakby się skurczyło od samego patrzenia. I wtedy zaczynam chcieć więcej. Nie dlatego, że potrzebuję. Tylko dlatego, że mogę.

To chyba najcichsza forma biedy. Nie ta, która zabiera rzeczy. Ta, która zabiera spokój.
I kiedy wszystko zaczyna być „niewystarczające”, to nic już nie daje ulgi. Kupujesz – na chwilę. Osiągasz – na moment. Spotykasz się – i już myślisz, czy to na pewno to. Jakby życie było przymierzalnią, a nie miejscem, w którym się mieszka.
Nagle okazuje się, że masz pełne ręce. A i tak czujesz pustkę. To nie jest spektakularne. To jest zwykłe.

Siedzisz wieczorem. Jest cisza. Nic złego się nie dzieje. I właśnie wtedy pojawia się myśl, że coś powinno być jeszcze. Jeszcze trochę szczęścia. Jeszcze trochę sensu. Jeszcze trochę pewności.
Jeszcze.
To słowo jest jak haczyk. Zaczepia się o wszystko. O relacje też.
Bo przecież ktoś mógłby bardziej rozumieć. Bardziej się starać. Bardziej pasować. I tak powoli przestaję widzieć to, co jest. Widzę tylko to, czego nie ma.

A przecież nikt nie wytrzyma bycia „bardziej” przez całe życie.
Ja też nie.

Czasem myślę, że największym luksusem nie jest mieć więcej. Tylko przestać sprawdzać, czy mogłabym mieć więcej. Usiąść w tym, co jest, i nie poprawiać co chwilę ustawień rzeczywistości.
Ale to wcale nie jest proste.
Bo pragnienie nie pyta o zgodę. Ono się pojawia w głowie, kiedy jest za cicho. I zaczyna szeptać, że jeszcze kawałek dalej jest lepiej.
Zawsze kawałek dalej.

Tylko że to „dalej” nie ma końca.
Więc gdzie jest ten moment, w którym można powiedzieć: wystarczy?

Nie jako rezygnacja. Raczej jako decyzja. Że to, co mam, nie jest wersją roboczą życia. Że to już jest.
Tu.
Teraz.
Bez dopisku „jeszcze”.

Może bieda zaczyna się dokładnie tam, gdzie przestaję to widzieć. A może jeszcze wcześniej – w chwili, kiedy zaczynam wierzyć, że spokój jest gdzie indziej niż tam, gdzie stoję.

I tak patrzę na tę kobietę z herbatą i trochę na siebie. Na te wszystkie wybory, które mają mnie przybliżyć do „lepiej”. I zastanawiam się, czy naprawdę chodzi o to, żeby mieć więcej. Czy może o to, żeby w końcu przestać szukać braków tam, gdzie jest pełno.
I zostać.
Chociaż na chwilę.
Bez poprawiania.
Bez porównywania.
Bez „jeszcze”.
Czy to już byłoby wystarczająco?

Czas na Życie

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.

Share