Wczoraj znalazłam na dnie szuflady bilet z kina. Taki zwykły, papierowy, już lekko starty na krawędziach. Nie pamiętam filmu, ale pamiętam, że wyszłam wtedy w połowie seansu, bo nagle zrobiło mi się ciasno w środku. To zabawne, jak ciało potrafi mówić za człowieka, zanim zdąży sklecić jedno sensowne zdanie.
Od rana chodził za mną ten bilet. Jak wyrzut. Jak pytanie. Jak przypomnienie, że czasem wychodzę z rzeczy, zanim się wydarzą. Że przychodzi taki moment, w którym coś we mnie wstaje, otrzepuje się z popcornu codzienności i mówi: „Dość”. A ja, zamiast negocjować, po prostu wstaję razem z nim.
Kiedyś brałam to za słabość. Za rezygnację. Za brak wytrwałości, którą tak lubi chwalić się świat. Ale dzisiaj myślę, że może to było coś innego – taki wewnętrzny strażnik, który trochę nieporadnie, ale jednak próbował mnie ochronić. Choć robił to w stylu niezdarnym, jak pies, który warczy na każdy cień, nie odróżniając groźby od gałęzi poruszonych wiatrem.
Śmieję się z tego psa, ale czasem czuję, że sama nim bywam. Że reaguję na trzask drzwi, które wcale się nie zamykają. Że uciekam z rozmów, w których nikt mnie nie atakuje. Że zasłaniam się ironią jak tarczą z tektury. Niby chroni, niby coś daje, ale pierwsza większa kropla deszczu zamienia ją w mokrą szmatę.
I wtedy wracają do mnie te momenty, kiedy jednak zostałam. Kiedy coś w środku drgnęło, jakby mówiło: „Może spróbuj jeszcze jedną minutę”. Czasem ta minuta była stratą czasu. A czasem – czymś, co zmieniało cały ciąg dalszy. Trudno to przewidzieć. Jeszcze trudniej zaplanować.
W tym wszystkim najbardziej uderza mnie jedno: że dorosłość nie polega na tym, żeby zawsze wytrwać, ani na tym, żeby zawsze uciec. Polega raczej na tym, żeby nauczyć się widzieć siebie zamiast własnych wyobrażeń o sobie. Raz w lustrze, częściej w czyichś oczach, najczęściej w tych momentach, gdy zostajesz sama z czymś, co znów chciałabyś schować do szuflady.
Wciąż nie wiem, czemu wyszłam wtedy z kina. Może potrzebowałam powietrza. Może film był kiepski. A może miałam przeczucie, którego wtedy nie umiałam nazwać. Teraz, gdy patrzę na ten bilet, zastanawiam się nie nad tym, z czego wyszłam, tylko dokąd wtedy nie doszłam.
I czy naprawdę było mi to potrzebne.
Ale jak to odróżnić?

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.