Jak wielu z nas ma silne poczucie obowiązku poświęcania się i stawiają się zawsze na drugim planie?
Nie wychylać się, nie komunikować własnych potrzeb, nie przeszkadzać i grzecznie przyjmować co inni zdecydują. A może właśnie część z nas ma przekonanie, że opinia innych nie ma znaczenia i moje potrzeby są najważniejsze? Że warto iść po trupach do celu?
Moim zdaniem najlepiej byłoby nauczyć się żyć i postępować tak, by możliwie osiągać znak równości. Ja jestem ważna i równie ważni są inni. Mamy równe prawa, obowiązki, powinności i przywileje. Nie chodzi mi ściśle o role płci, ras czy klas społecznych, lecz o bardzo podstawowe, codzienne sytuacje.
Nie wychylać się, nie komunikować własnych potrzeb, nie przeszkadzać i grzecznie przyjmować co inni zdecydują. A może właśnie część z nas ma przekonanie, że opinia innych nie ma znaczenia i moje potrzeby są najważniejsze? Że warto iść po trupach do celu?
Moim zdaniem najlepiej byłoby nauczyć się żyć i postępować tak, by możliwie osiągać znak równości. Ja jestem ważna i równie ważni są inni. Mamy równe prawa, obowiązki, powinności i przywileje. Nie chodzi mi ściśle o role płci, ras czy klas społecznych, lecz o bardzo podstawowe, codzienne sytuacje.
Jak mój syn był mały, niektórzy znajomi byli niemile zaskoczeni, że np. nie podtykam mu najlepszych smakołyków, sama podjadając resztki. Tłumaczyłam mu, że rozumiem fakt, że on chce zjeść ostatni jogurcik, ale ja też mam na niego ochotę, więc możemy się podzielić. W moim przekonaniu nie robiłam mu krzywdy, tylko uczyłam, że jestem równie ważna jak on. Z kolei ja liczyłam się z jego zdaniem, co chce robić, lub np. czy chce założyć czapkę, czy też jest mu za ciepło. To są drobiazgi, ale właśnie pokazują wzajemne dostrzeganie swoich potrzeb i zdania. W wielu dziedzinach życia można się tym kierować.
Może jestem naiwna, ale w pracy traktowałam z równym szacunkiem pracownika fabryki i szefa działu na szczeblu europejskim. Może dlatego nigdy nie czułam tremy rozmawiając z CEO korporacji czy osobą tzw. publiczną.
Ja naprawę nie rozumiem, dlaczego jedni czują się lepsi od innych.
Nie jestem też fanką rywalizacji i dążenia do wygrania z innymi. Wygrana jednego zawsze wiąże się z porażką innych. Nawet w zwykłej rozmowie dążymy do zwycięstwa naszych argumentów, a w mediach ostatnio najchętniej śledzi się sytuacje, gdy ktoś „zaorał” przeciwnika.
Czy możliwa jest taka szeroka rozumiana równość? Myślę, że w moim osobistym ogródku w większości tak.
To bierze się z tego jak postrzegam ludzi. Nie lubię np. chamstwa, arogantów i przemocy. A przecież takie cechy można spotkać u ludzi każdej płci, rasy i w każdej klasie społecznej.
Ja naprawę nie rozumiem, dlaczego jedni czują się lepsi od innych.
Nie jestem też fanką rywalizacji i dążenia do wygrania z innymi. Wygrana jednego zawsze wiąże się z porażką innych. Nawet w zwykłej rozmowie dążymy do zwycięstwa naszych argumentów, a w mediach ostatnio najchętniej śledzi się sytuacje, gdy ktoś „zaorał” przeciwnika.
Czy możliwa jest taka szeroka rozumiana równość? Myślę, że w moim osobistym ogródku w większości tak.
To bierze się z tego jak postrzegam ludzi. Nie lubię np. chamstwa, arogantów i przemocy. A przecież takie cechy można spotkać u ludzi każdej płci, rasy i w każdej klasie społecznej.
Mądrość nie wymaga wykształcenia, dobro nie wymaga bogactwa, a życzliwość nie zależy od strefy kulturowej.
Pozdrawiam cieplutko

Dorota Wachowicz
Ponad 20 lat HR w Corpo, Coach, Mediator.
Kocha ludzi z ich wszystkimi zaletami i wadami.