Ułatwienia dostępu

Powrót

Pożyczone zdania

Przeczytałam zdanie Primo Leviego na głos i zgubiłam słowo „ponownie”. Zostało: „To się wydarzyło, więc może się wydarzyć”. Brzmiało za szeroko. Wróciłam do początku i przeczytałam jeszcze raz.

„To się wydarzyło, więc może wydarzyć się ponownie”.

Drugie czytanie niczego nie zmieniło. Przeciwnie. Od razu dopisałam sobie dalszy ciąg. Skoro drugi raz, to także następny. Potem jeszcze jeden. Nie było tego w cytacie. To już byłam ja, wchodząca autorowi w zdanie z własnym lękiem i własną historią.

Chyba tak działają słowa, które powtarzamy po innych.
Przychodzą do nas już gotowe. Mają autora, znane brzmienie, czasem datę i przypis. Wydają się bezpieczniejsze od zdań, które trzeba powiedzieć samodzielnie. Można je przytoczyć. Można nimi zakończyć rozmowę. Można też schować się za nazwiskiem kogoś, kto napisał je wcześniej i pewniej.

Sama robiłam to wiele razy.
Zapisywałam zdania, bo dotykały czegoś, czego jeszcze nie umiałam nazwać. Wracałam do nich po miesiącu i odkrywałam, że pamiętam je inaczej. Zmieniałam szyk. Gubiłam słowo. Wstawiałam własne. Cytat zaczynał mówić moim głosem, choć przecież nie był mój.

Właśnie z takich zdań powstał ten cykl.
Wybrałam naście. Nie są zestawem zasad. Nie układają się w plan naprawy życia. Kilka z nich znałam od dawna. Inne zatrzymały mnie dopiero teraz, choć wcześniej przechodziłam obok nich bez reakcji.
Będą to zdania o wyobraźni, uwadze i czasie. O czułości. O chorobie. O tym, kto ma prawo nas definiować. O sprawach podejmowanych mimo ryzyka przegranej. O tym, co robimy z przeszkodą, kiedy nie znika.
Każde z nich ma autora. Każde przyszło z innego miejsca i innego doświadczenia. Można je wyjąć z książki, biografii albo historii i postawić obok siebie, ale nie bez żadnej straty. Strata już się wydarzyła. Zostało kilka słów. Reszta nie mieści się w cudzysłowie.
Cytat łatwo staje się ozdobą. Wystarczy ładna czcionka, spokojne tło i nazwisko pod spodem. Zdanie o cierpieniu wygląda wtedy tak samo jak zdanie o poranku. Zdanie napisane po przemocy można przesunąć palcem razem z reklamą butów. Nawet ostrzeżenie da się oswoić, kiedy widzi się je wystarczająco często.

A jednak nadal je zapisuję.
Chyba dlatego, że jedno zdanie potrafi ujawnić miejsce, które sama omijam. Orwell pisze o wysiłku potrzebnym, by zobaczyć to, co mamy przed nosem. Baldwin pisze o mierzeniu się z tym, czego być może nie da się zmienić. Ja od razu sprawdzam, od czego odwróciłam wzrok i czego mogłam nie zauważyć.
To są krótkie zakłócenia.
Przy zdaniu Susan Sontag o chorobie zatrzymało mnie słowo „obywatelstwo”. Przy Audre Lorde – „samozachowanie”. U Simone Weil długo nie mogłam przejść obok „uwagi”. Słowa, które znam. Używam ich zwyczajnie. Tutaj nagle przestały być neutralne.
Nie wiem jeszcze, co dokładnie z nimi zrobię.
Będę wracać osobno do każdego z nastu cytatów. Sprawdzać, gdzie mnie prowadzi, jak brzmi i w czym przeszkadza. Być może czasem się z nim nie zgodzę. Być może źle go zrozumiem.

Cytaty podawać będę w moim roboczym przekładzie. Oryginalnie powstały w różnych językach, a w polskich wydaniach książkowych mogą brzmieć inaczej. Przekład także jest czytaniem. Ktoś wybiera słowo. Odrzuca inne. Przesuwa ciężar zdania, nieraz ledwie zauważalnie.

Tutaj ten wybór należy do mnie. Daje mi odpowiedzialność. Bo kiedy powtarzam cudze słowa, odpowiadam za to, co nimi robię.

Wracam więc do Leviego. Tym razem czytam wolniej i pilnuję słowa „ponownie”. Choć wiem już, że samo pilnowanie słów nie wystarczy.

Ciekawa jestem, przy którym z tych zdań urwie się twoje własne?

 

Czas na Życie

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.

Share