Ułatwienia dostępu

Powrót

Spirala życia i powroty do siebie

Myślałam kiedyś, że jak coś zrozumiem, to już do tego nie wrócę.
Było w tym dużo wiary w porządek. W to, że życie da się ułożyć w rozdziały, a każdy rozdział można zamknąć, jeśli człowiek wystarczająco dużo przemyśli. Nazwie. Zrozumie. Wyciągnie wniosek. Otrzepie kolana i idzie dalej.
Bardzo lubiłam tę wersję.
Dawała poczucie kontroli.
Tymczasem wracam.
Nie zawsze tak samo. Nie zawsze z taką samą naiwnością. Ale jednak.
Wracają podobne sytuacje. Wracają zdania mówione innym głosem. Czasem to są drobiazgi z zewnątrz. Małe rzeczy, które otwierają w człowieku stare korytarze.

Wtedy widać, że życie nie idzie po prostej.
Nie wierzę już w proste linie. Koło też mnie nie przekonuje. Za łatwo udaje, że wszystko wraca dokładnie tak samo. Spirala jest uczciwsza. Wraca blisko.
Nie identycznie.

Dlatego wolę mówić o spirali życia. Bo zostawia miejsce na to, że wracam do podobnego tematu, ale jestem już trochę inna. Mniej pewna. Ostrożniejsza. A czasem po prostu bardziej świadoma ceny.

Nie lubię mówić o lekcjach od życia. Bo brzmi to tak, jakby wszystko, co trudne, musiało od razu czemuś służyć. A przecież niektóre rzeczy po prostu się wydarzają. Niektóre nas zmieniają. Niektóre zostawiają ślad.

Kiedyś wróciła do mnie sytuacja, którą uważałam za dawno zamkniętą. Inna osoba. Inna pora roku. A we mnie ten sam skurcz. Roześmiałam się. Nie z radości. Raczej z tej bezradności, kiedy człowiek widzi, że jego psychika ma swoje ulubione numery i wcale ich nie porzuca.
Przecież już to wiem. Przecież tyle razy to sobie tłumaczyłam. Przecież umiem nazwać mechanizm. Mogłabym nawet komuś innemu powiedzieć, co się dzieje.
A jednak w środku nadal coś pierwsze biegnie po starej trasie.
Byłam już przecież taka mądra. Przynajmniej w rozmowach z innymi.
A ciało nie czekało. Napięło się szybciej niż myśl. Zamknęło się, zanim pojawiło się zdanie: przecież to już było.

Tak, było. Ale ja nie jestem dokładnie ta sama. I chyba tylko to się zmienia.
Nie zawsze na tyle, żeby zatrzymać reakcję. Czasem tylko na tyle, żeby ją zobaczyć.

Może tak właśnie działa człowiek. Nie zmienia się dlatego, że raz coś zrozumiał. Zrozumienie jest ważne, ale bywa bardziej początkiem niż końcem. Potem są powroty. Małe sprawdziany bez zapowiedzi. Sytuacje, w których nowe myślenie spotyka stary lęk i przez chwilę nie wiadomo, które będzie szybsze.
Czasem stary lęk wygrywa pierwsze sekundy. To też trzeba sobie powiedzieć bez pogardy. Zresztą nie lubię tego słowa. Nie wszystko jest do wygrania.

Dla mnie rozwój nie polega na tym, że już nigdy nie wracam do dawnych reakcji. Polega na tym, że szybciej zauważam, gdzie jestem.

Bo łatwo pomylić siebie z czymś, co kiedyś pomogło. Nie muszę udawać, że wracam wyłącznie dlatego, że przegrałam. Czasem wracam, bo mam tam jeszcze coś do zauważenia. Coś do zabrania. Jakąś część siebie, którą kiedyś zostawiłam samą, bo nie było warunków, żeby ją ocalić.

Wracamy do siebie kawałkami.

Czasem z rozmazanym tuszem. Czasem z poczuciem, że coś się zmarnowało. Czasem ze zdaniem „nic się nie stało”, które powinno być zakazane w obrocie publicznym. A czasem z odkryciem, że nic nie było za darmo. Może dlatego tak często od tego uciekamy.

A potem znowu stoję w miejscu, które znam. Tylko tym razem widzę trochę więcej.
Widzę drzwi. Czasem widzę siebie sprzed lat, którą zostawiłam samą, bo wtedy nie umiałam inaczej.
Nie wiem, czy mam ją przytulić, czy przeprosić. Może jedno i drugie.

Coraz mniej wierzę w „raz na zawsze”. Bardziej w małe przesunięcia. W sekundę przed starą reakcją. W zdanie wypowiedziane trochę spokojniej. W odmowę, po której świat się nie zawalił. W wieczór, kiedy nie karzę się za to, że znowu coś zabolało.

Może to wystarczy na jeden obrót spirali. Można płakać z tego samego powodu, ale już nie tak samo. Można znów się bać i nie oddać lękowi całego dnia.
Człowiek ma zakręty. Ma nawroty. Ma miejsca, do których wraca, bo coś tam nadal czeka.

I kiedy życie znowu przyprowadza mnie w podobne miejsce, nie chodzi o to, żeby pytać:

„Dlaczego ja tu jestem?”

Pytanie jest inne.

„Kogo tym razem nie chcę zostawić?”

 

Czas na Życie

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.

Share