Ułatwienia dostępu

Powrót

Stary kasztanek

Zawsze znajdę go przypadkiem. Ręka szuka kluczy, a trafia na coś zupełnie innego. Twarde, gładkie, trochę już matowe. Kasztanek, którego włożyłam do kieszeni kilka jesieni temu. Taki zwykły – żaden talizman, żadne „na szczęście”. Po prostu podniosłam go z chodnika, bo był ładny i jakoś mi się wtedy przydał do myśli.

I został.
A ja od tamtej pory nie mam odwagi go wyrzucić.

Zabawne, że pamiętam dokładnie dzień, w którym go znalazłam, a nie pamiętam, o czym myślałam, kiedy go ściskałam w dłoni. Coś mnie wtedy bolało – to wiem. Coś, co próbowałam przepchnąć przez siebie jak korek powietrza w rurce. Może to był jeden z tych poranków, kiedy człowiek udaje przed sobą, że wystarczy ciepła kawa i trochę muzyki, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce. A potem nie wraca, ale człowiek i tak idzie dalej, bo co ma zrobić.

Kasztanek leżał na mokrym chodniku, świeżo wypolerowany przez deszcz. Wzięłam go bez powodu. A może właśnie z powodu, którego sobie nie powiedziałam.

Czasem w tramwaju trzymałam go w palcach. Nikt tego nie widział. Z zewnątrz wyglądałam jak każdy inny człowiek jadący do pracy za późno o pięć minut. Ale w środku działa się mikroskopijna rozmowa. Ja i mała kulka drewna, która przypomina mi, że nawet najtwardsze rzeczy potrafią mięknąć, jeśli je długo nosić.

Paradoks polega na tym, że on nie mówi nic. A jednak mówi za mnie wszystko, czego ja nie umiem ułożyć w zdania.
Mój własny szept, który trzymam w kurtce.

Bywa, że zapomnę o nim na cały sezon. Kurtka wisi w szafie, kasztanek śpi w kieszeni. A kiedy po miesiącach znowu wsuwam dłoń do środka, najpierw czuję zdziwienie, potem ulgę, a dopiero na końcu coś w rodzaju wierności. Jakby ten mały, drewniany okruch świata przypilnował za mnie czegoś, co mogło się rozsypać.

Myślę czasem, że może wcale go nie noszę – tylko to on nosi mnie.
Albo może po prostu przypomina, że nie warto wyrzucać rzeczy, które wytrzymały nasze długie milczenie.

Zastanawiam się tylko, ile takich kasztanków człowiek może mieć w życiu. I skąd wie, kiedy pora wyjąć go z kieszeni i wreszcie wypuścić z dłoni…?

 

Czas na Życie

AgaPu
Pasjonatka natury i filozofii. Łączy profesjonalizm
z zaangażowaniem i unikalnym podejściem.

Share